Thursday, 25 December 2014

Yerba mate - odchudza czy wywołuje raka?


Yerba czyli liście ostrokrzewu paragwajskiego są coraz częściej spożywane w Polsce. Charakterystyczna tykwa i bombilla to obowiązkowe akcesoria każdego fana yerby. Ja także od pewnego czasu zachwycałam się Yerbą (Mate IQ z guaraną, kandyzowanym ananasem, liśćmi ginkgo, guavą i skórką pomarańczy) ale ciągle nie dawało mi spokoju dlaczego tak wiele badań wykazuje ścisłą korelację jej z nowotworami...
Zacznę jednak od plusów picia tego napoju:
Yerba zawiera głównie alkaloidy purynowe: kofeinę, teobrominę i teofilinę.
Ma też kwas chlorogenowy (ten sam co w zielonej kawie). Kwas chlorogenowy zwiększa wrażliwość insulinową i ogólną pule mineralną w organizmie. Niektórzy przypisują mi działanie odchudzające lecz w badaniach nie miał on aż tak istotnego wpływu na redukcję tkanki tłuszczowej.
Yerba mate to także saponiny – są one rozpuszczalne w wodzie i pod wpływem potrząsania tworzą pianę (dlatego też dodaje się je do naturalnych szamponów do włosów, a yerba pod wpływem mieszania czasami wytwarza delikatną pianę na powierzchni). Mają działanie antybakteryjne, przeciwzapalne, anty-grzybicze, przeciwwirusowe i antynowotworowe.
Yerba ze względu na substancje antyosydacyjne chroni membrany oraz DNA przed uszkodzeniami spowodowanymi działaniem wolnych rodników. Ma przez to działanie odmładzające, tonizujące i ochronne.
Zawiera sód, potas, wapń, magnez, żelazo, miedź, cynk, glin i mangan.
Picie chroni szkliwo zębów i zabezpiecza przed rozwojem patogennych drobnoustrojów.
Ekstrakty z yerby bardzo dobrze chronią frakcję LDL cholesterolu przed utlenianiem i zapobiegają rozwojowi chorób sercowo-naczyniowych.
Mimo, że w badaniach picie yerby nie wpływa znacząco na szybkość przemian metabolicznych, ekstrakty mają wpływ na szybsze uczucie satysfakcji po posiłku i tym samym mogą pozytywnie wpływać na procesy odchudzania.
Badania sugerują, że yerba mate może być używana jako prewencja i suplementacja w takich jednostkach chorobowych jak depresja, choroba Parkinsona, nadciśnienie oraz u osób uzależnionych w fazie leczenia.

Ciemna strona yerby…

W Południowej Ameryce odnotowywano niestety coraz więcej incydentów raka przełyku. Na początku utożsamiano to z wysoką temperaturą, w jakiej yerba jest tam spożywana. Miała ona wywoływać stres tkankowy prowadząc do rozwoju zmian nowotworowych. W krajach tych jest również wysoki odsetek osób palących co może również potęgować wysokie średnie zapadalności na raka. Nie mniej jednak bardziej wnikliwe badania dowiodły, że yerba zawiera policykliczne węglowodory aromatyczne. Powstają one w trakcie obróbki liści yerby, są one rozpuszczalne w wodzie przez co ich zawartość można odnaleźć w powszechnie spożywanym napoju. Zazwyczaj ich zawartość jest dość niska lecz pijąc kilka porcji dziennie znacznie wzrasta. Policykliczne węglowodory są uznane jako substancje kancerogenne czyli bezpośrednio wpływające na powstawanie zmian nowotworowych.

Pić czy nie pić?

Przyjęłabym stanowisko umiaru – 2 do 3 porcji yerby w tygodniu mogą mieć pozytywny efekt lecz codzienne picie tego napoju może znacząco zwiększać ryzyko chorób nowotworowych. Problemem jest także brak kontroli mikrobiologicznej i badań nad zawartością policyklicznych węglowodorów na większą skalę.
Polecam bardziej oolong, zieloną, białą czy czerwoną herbatę oraz liczne napary ziołowe bądź orzeźwiające napoje na bazie trawy cytrynowej. Yerba mate można traktować jako ciekawy i egzotyczny dodatek do diety ale nie jako jej płynną podstawę.

Po wiecej informacji zapraszam do:
http://drogadosiebie.pl/zdrowa-zywnosc/yerba-mate/

Monday, 15 December 2014

Chleb - jeść czy nie jeść?


Często spotykam się z tym, że osoby odchudzające się unikają chleba jak ognia. Zastępują go waflami ryżowymi lub definitywnie wyłączają z jadłospisu bo przecież są na diecie.
Czy wiesz, że właściwie chleb często jest mniej zdradliwy dla utrzymania szczupłej sylwetki niż owsianka? Nie zdajemy sobie sprawy, że węglowodany to nie tylko chleb czy makaron. To także płatki owsiane, muesli, nasze ulubione żytnie zakąski, a także warzywa (choć większość to inny ich rodzaj).
Chleb na zakwasie z pełnoziarnistej mąki np. orkiszowej, owsianej, żytniej, amarantusowej z dodatkiem ziaren bądź nawet suszonych owoców czy pomidorów jest świetnym składnikiem diety - także redukcyjnej. Nie należy w żadnym wypadku się go bać! Oczywiście jak we wszystkim ważny jest zdrowy rozsądek i umiar ale nie dajcie sobie wmówić, że należy jeść tylko płatki owsiane i unikać wszelkich innych węglowodanów. Chleb na ogół ma też sporą zawartość witamin z grupy B niezbędnych do prawidłowego działania komórek nerwowych, a także mięśni.
Stawiajcie na pełnowartościowy chleb nie wypiekany z ciasta mrożonego. Jeśli macie możliwość zawsze dokładnie sprawdzajcie skład. Zdarza się, że chleb nazywany jest żytnim, a 40% stanowi mąka pszenna i emulgatory. Producent zawsze podaje skład w kolejności od składnika występującego w największej liczbie do najmniejszej.
Idealnie, jeśli mamy czas możemy sami upiec chleb. Można przyrządzić go w wersji na słodko z ekstraktem pomarańczowym, bananami i daktylami bądź pikantnej z papryką chili i czosnkiem (ten ostatni będzie świetnie usprawniał metabolizm).

Co na chleb?
Osobiście polecam poeksperymentować w kuchni. Nie ograniczajcie się do roślinnych margaryn czy masła. Polecam spróbować coś z poniższych alternatyw (we wszystkich przepisach jedyne co musisz zrobić to dokładnie zblendować składniki).




Co potrzebujesz:
1 dojrzałe awokado
1/3 czerwonej cebuli
ząbek czosnku
1/2 cytryny
Zalety:
✓ duża zawartość nienasyconych kwasów tłuszczowych korzystnych dla zdrowa
✓ poprawa odporności
✓ zbawienny wpływ na skórę













Co potrzebujesz:
100g ugotowanej cieciorki
1 łyżka tahini
oliwa z oliwek
1/3 cytryny
woda źródlana
sól himalajska
Zalety:
✓ duża zawartość dobrze przyswajalnego białka
✓ nienasycone kwasy tłuszczowe
✓ uczucie sytości











Co potrzebujesz:
100g sezamu
2 łyżki oleju sezamowego
Zalety:
✓ dobre źródło magnezu, białka, tłuszczy i wapnia
✓ wzmacnia kości
✓ obniża ciśnienie
✓ wygładza skórę














Co potrzebujesz:
100g czerwonej fasoli
łyżka oliwy z oliwek
chili
tymianek
curry
Zalety:
✓ duża zawartość białka
✓ antyoksydanty
✓ oczyszcza organizm z toksyn
✓ stabilizuje poziom cukru we krwi












Co potrzebujesz:
1 dojrzałe awokado
4 łyżki kakao
1 dojrzały banan
łyżeczka miodu
Zalety:
✓ zaspokaja ochotę na słodycze
✓ wyśmienicie smakuje
✓ dostarcza cennych antyoksydantów
✓ świetnie działa na skórę

Sunday, 14 December 2014

Recenzja książki: DIETA GRECKIEGO DOKTORA



Uwielbiam czytać dietetyczne książki. Zarówno fachowe jak i te mniej o zupełnie luźniej i przystępnej treści. Postanowiłam więc dodawać na bloga recenzje byście łatwo mogli znaleźć pozycje warte przeczytania jak i te, które lepiej sobie darować. ;)
Dziś na celowniku książka Alexandra Lindberga Fedona "Dieta greckiego doktora".




Liczba stron: 256
Ocena: 6/10
Słowa klucze: dieta, zapobieganie chorobom żywieniem, zdrowe odżywianie


"Mając piętnaście czy dwadzieścia lat, ma się takie ciało, jakie zaprojektowały dla nas geny; w okolicach czterdziestki zaś takie, na jakie się zasługuje."







Książka ta głównie skupia się na indeksie glikemicznym pożywienia ale nie omija także podstawowego omówienia wszystkich grup pokarmowych. Mimo tytułu nie skupia się tylko i wyłącznie na diecie śródziemnomorskiej, a raczej wskazuje zalety zdrowej i dobrze zbilansowanej diety. Bardzo dobrze wyjaśnia w sposób przystępny rolę kluczowych składników diety.
Czyta się ją bardzo przyjemnie i szybko. Opiera się na faktach oraz podaje jasne i klarowne argumenty. Nie ma w niej tzw. lania wody i pisania o niczym, zawiera praktyczne rady.
Jedna z nich:
"Pewna ilość białka do każdego posiłku czy przekąski usprawni spalanie tłuszczu w organizmie i lepiej zaspokoi apetyt niż same węglowodany. Jogurt albo twarożek zjedzony na śniadanie zwiększy przemianę materii, a zawarte w nim białko będzie stymulować produkcję glukagonu."
(Moje przyp.: glukagon jest potrzebny by inicjować przemiany kwasów tłuszczowych w organizmie).
Na końcu książki znajdziemy cztero-tygodniowe menu składające się ze śniadania, II śniadania, obiadu, podwieczorku i kolacji. Nie brak w niej także przepisów wraz z obliczonym ładunkiem glikemicznym gotowego dania. Fajnym dodatkiem jest też lista produktów żywnościowych wraz z indeksem glikemicznym i zawartością w nich węglowodanów na 100g produktu.
Nie do końca mogę zgodzić się ze słusznością używania fruktozy jako słodzika. Dlatego też w przepisach dania ją zawierające jeśli już słodziłabym miodem, ksylitolem bądź stewią. Mimo, że książka jest naprawdę fajnie napisana ogólną punktację odjęłam za szczegóły choćby taki "z nieznanych powodów u niektórych osób sok grejpfrutowy zakłóca proces wchłaniania i przemiany substancji leczniczych". A właściwie te powody są dość dobrze i powszechnie znane - są to zazwyczaj związki flawonoidowe jak furanokumaryny. Bądź panujący w niej nadal mit, że częste posiłki zwiększają tempo przemian metabolicznych ułatwiając odchudzanie.
Mimo wszystko polecam jako luźną pozycję na wolne chwile. Nie spełni ona zapewne oczekiwań dietetyków i nie zaspokoi ich ciekawości gdyż informacje w niej zawarte są dość powszechnie znane. Nie mniej jednak mogę z czystym sercem zachęcić do przeczytania.

Saturday, 13 December 2014

Cheat day - o tym jak oszustwo pomoże Ci schudnąć!

Ile razy zdarzyło Ci się być długo na diecie po czym rzucałeś się na makaron, słodycze czy herbatniki?
Tak naprawdę nie ma w tym nic dziwnego - organizm dokładnie wie czego mu w danym momencie trzeba. Skąd jednak bierze się problem by po jakimś czasie nie ulec pokusie?
Jeśli przez długi czas nasza dieta składa się z produktów węglowodanowych - w tym także węglowodanów prostych takich jak owoce, słodycze i różnego rodzaju przekąski nasz organizm przystosowuje się do pewnego poziomu hormonów. Są to nie tylko hormony, których obecności nie odczuwamy dotkliwie każdego dnia ale także takie, które wpływają na działanie neuroprzekaźników - mówiąc innymi słowy substancji, które odpowiadają za Nasz nastrój. Przyjmuje się, że przy znaczącym zmniejszeniu kaloryczności diety kryzys serotoninowy (hormon szczęścia) następuje po około 2 tygodniach. Stąd też po tym czasie wiele osób ulega słodkościom bądź swoim ulubionym potrawom, które znacząco podnoszą u nich poziom tego właśnie hormonu.
Oprócz tego, że możemy włączyć do diety produkty bogate w serotoninę jak i jej prekursory - tryptofan i witaminy niezbędne do jej wytwarzania jak witaminy B możemy również zastosować pewien trick. Jeśli intensywnie ćwiczymy i stosujemy restrykcyjną dietę może to być cheat day, a jeśli jesteśmy po prostu na diecie trzymajmy się cheat meal'u czyli jednego takiego posiłku w ciągu dnia.
Cheat meal to odstępstwo od diety z korzyściami. Niestety nie wiem dlaczego większość osób cheat day rozumie poprzez wycieczkę do Mc. Donald'sa czy też wykupienie pół działu ze słodyczami.
TAK TO NIE DZIAŁA!
Założeniem cheat day bądź cheat meal jest podniesienie poziomu hormonów i zasygnalizowanie organizmowi "nie głodzę się - nie zwalniaj metabolizmu". Nie mniej jednak produkty obfite w cukry, utwardzone tłuszcze roślinne i sztuczne dodatki bynajmniej nie pomogą. Sytuacja, w której nasz poziom insuliny nienaturalnie wzrasta (i gdy w czasie tym nie ma niedoborów glikogenu - czyli nie jesteśmy po wysiłku fizycznym) jest momentem idealnym na odłożenie tkanki tłuszczowej. Pamiętajcie o tym! Komórki tłuszczowe nie znikają, one są jak małe baloniki - napełniają się rezerwą tłuszczową bądź są puste stając się praktycznie niewidoczne - ale nadal są i czekają na rezerwę energetyczną. By posłużyć się liczbami w niedawnym badaniu stwierdzono, że przybranie 1,2 kg tkanki tłuszczowej w obrębie nóg jest równe 2,6 bilionom komórek tłuszczowych. Do niedawna naukowcy byli przekonani, że natura działa na naszą korzyść. Wprawdzie nie możemy się ich pozbyć ale także nie wytwarzamy znaczącej ilości nowych komórek. Niestety byli w błędzie, dorosły organizm ludzki nadal może wytwarzać kolejne komórki tłuszczowe. Im więcej ich mamy tym ciężej z utrzymaniem prawidłowej gospodarki hormonalnej - i stąd często powstaje insulinooporność.
Wracając do naszych cheat mealów. Jeśli w swojej diecie redukcyjnej skupiasz się na zmniejszeniu nie tyle samej kaloryczności jak i węglowodanów poczujesz niesamowitą różnicę po wprowadzeniu tego tricku do swojej diety. Cheat meal powinien być posiłkiem kompletnym i nadal zdrowym. Idealnie sprawdzą się do tego pełnoziarniste makarony, muffiny z pełnego przemiału z owocami, domowe batony muesli, duże porcje płatków owsianych z masłem orzechowym. Taki cheat meal najlepiej stosować raz w tygodniu, jest to dobry zastrzyk energetyczny i pozwoli na kontrolę hormonów. To może przynieść także rezultat u osób, które podczas diety odczuwają na tyle dotkliwe zmiany hormonalne, że samej zmianie ulega również cykl. Jedna zasada - ten posiłek nie ma być możliwością pochłonięcia śmieciowego jedzenia ani posiłkiem, po którym będziesz mieć wyrzuty sumienia i zaczniesz intensywnie ćwiczyć.
Dobrze zbilansowana ale redukcyjna dieta w połączeniu z jednym posiłkiem w tygodniu, bądź jednym dniem raz na 2 tygodnie u osób intensywnie ćwiczących da świetne rezultaty.
Mało, że nie przybędzie Wam tkanki tłuszczowej i liczb na wadze - przyspieszy się Wasz metabolizm i proces chudnięcia będzie szybszy!
Spróbuj wprowadzić do swojego jadłospisu cheat meal - zobacz jak się po nim czujesz. Idealnie powinno się odczuwać komfort ale nie przejedzenie. Jeśli jesteś senny po posiłku jest to związane tylko i wyłącznie z tłuszczami występującymi w posiłku. Tłuszcze krążąc po krwiobiegu "konkurują" z czerwonymi krwinkami, które dostarczają tlen - między innymi do mózgu. Mniejsze dotlenienie mózgu skutkuje nagłym uczuciem senności.
Mam nadzieje, że trochę pomogłam i rozwiałam wątpliwości i nieprawidłowe praktyki związane z popularnością cheat meal'u.
Powodzenia! W razie wątpliwości piszcie, piszcie, piszcie! :)

Tuesday, 2 December 2014

Czego jako dietetyk na pewno nie zjem!



1. Gotowe desery (np. typu tiramisu)
Niestety coraz częściej w hipermarketach można znaleźć w lodówkach gotowe desery m.in. najczęściej jest to tiramisu. Mają one większość składników pochodzących z proszku jak jajka, mleko itp. Są napakowane cukrem i konserwantami, które wydłużają miesiącami ich trwałość.

2. Płatki fitness

Niestety płatki fitness popularnie sprzedawane w sklepach to prawdziwe bomby kaloryczne. Jeśli nawet by nie patrzeć na ich kaloryczność to mają często w składzie nie tylko sam cukier ale i syrop glukozowo-fruktozowy, emulgatory, częściowo utwardzony tłuszcz roślinny. Nie służą one ani zdrowiu ani utrzymaniu zgrabnej sylwetki. Big no no! Lepiej zastąpić je płatkami owsianymi, dodać suszone owoce, stewię, orzechy i cieszyć się smakiem i naturalnym składem.

3. Gotowe granola

Często chrupana jako niewinna przekąska albo uznawana za idealne fit śniadanie. Niestety z fit nie ma nic wspólnego. Ma dużą zawartość cukrów oraz innych węglowodanów prostych. Kiepskiej jakości tłuszcze i dodatki sprawiają, że jest na liście produktów niewskazanych.

4. Czekolada z polirycynooleinianem poliglicerolu
Nie wiem czy ktoś z Was kiedykolwiek zwracał uwagę na ten składnik. Pojawia się nie tylko w czekoladach, ale i wyrobach czekoladowych i lodach. Jest to półsyntetyczny emulgator większa część badań na ludziach nie wykrywa żadnych negatywnych działań lecz w badaniach na zwierzętach środek ten nie wypadł już tak dobrze - zaburzał czynność wątroby i nerek. Mimo niejednoznacznej opinii na jego temat radziłabym mimo wszystko unikać wszelkich syntetycznych i półsyntetycznych związków chemicznych.

5. Hodowlany łosoś
Uwielbiamy łososie! Coraz częściej można je znaleźć w sałatkach, kanapkach, naleśnikach, daniach z makaronem ale...łosoś łososiowy nierówny!
Wybierajcie tylko dzikie łososie! Mają one zupełnie inne proporcje białka do tłuszczy. Z tego względu, że żyją one na wolności - a co za tym idzie więcej pływają (bez względu na to jak paradoksalnie to brzmi) mają większy udział białka! Ponadto kolor zawdzięczają naturalnej substancji zawartej w glonach, a nie barwionej karmie.

6. Lody z emulgatorami, syropem glukozowo-fruktozowym
Lody tak ale domowe...!
Niestety lody, które możemy dostać w supermarketach to cukier połączony z emulgatorami, śmietaną i kiepskiej jakości tłuszczami roślinnymi. Wykonanie domowych lodów nie jest trudne ani kosztowne. Ponadto organizm zużywa energię podgrzewając je do odpowiedniej temperatury, a co za tym idzie spalamy dodatkowe, drobne kalorie.

7. Dania w proszku
To chyba nie wymaga zbyt długiego komentarza. Jedynym wyjątkiem w sytuacjach awaryjnych, z którym się spotkałam jest firma SYS, którą można dostać w sklepach ze zdrową żywnością. Mimo, że jest to danie w proszku zawiera tylko i wyłącznie naturalne składniki. Jeśli nie mamy możliwości zjeść niczego pożywnego będzie ona dobra alternatywą.

8. Chleb z ciasta głęboko mrożonego
Chleby dostępne w dużych sieciach hipermarketów powstają z ciasta mrożonego, znajduje się w nich długa lista emulgatorów, cukier, a nawet sztuczny miód!
Sprawdzajcie ich składy, a najlepiej kupujcie prawdziwe razowe pieczywo na zakwasie.